Dodano: 15 Lipiec 2025r. 11:24
.jpg)
Z Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku mimo protestów wyrzucono: Rotmistrza Pileckiego, Ojca M.M.Kolbe, Rodzinę Ulmów a w zamian organizuje się takie wystawy...
.jpg)
W Muzeum Gdańska w ratuszu zaprezentowano ekspozycję "Nasi Chłopcy" o mieszkańcach Pomorza Gdańskiego w armii III Rzeszy, współtworzoną z Muzeum II Wojny Światowej. Organizatorzy podkreślają, że pokaz ma ukazać trudne losy przymusowo wcielonych żołnierzy z regionu.
.jpg)
"Ekspozycja opowiada o losach dziesiątek tysięcy mieszkańców Pomorza, którzy – najczęściej pod przymusem – zostali wcieleni do armii III Rzeszy. To historia bliska, losy naszych sąsiadów, krewnych, przodków" – reklamuje wystawę miasto Gdańsk.
Prezydent RP Andrzej Duda zabrał głos w tej sprawie:
Do sprawy odniósł się za pośrednictwem platformy X prezydent Andrzej Duda. Jak podkreślił, "nie ma zgody na relatywizowanie historii" i z oburzeniem przyjął informację o wystawie "Nasi chłopcy" w Muzeum Gdańska. Przedstawianie żołnierzy III Rzeszy jako "naszych" to nie tylko fałsz historyczny, to moralna prowokacja, nawet jeśli zdjęcia młodych mężczyzn w mundurach armii Hitlera przedstawiają przymusowo wcielonych do niemieckiego wojska Polaków. Polacy, jako naród, byli ofiarami niemieckiej okupacji i niemieckiego terroru, a nie jego sprawcami, czy uczestnikami. Gdańsk – miejsce, gdzie zaczęła się II wojna światowa – nie może być sceną dla narracji, które rozmywają odpowiedzialność sprawców'– podkreślił.
Zdaniem Prezydenta "takie działania podważają fundamenty naszej tożsamości i godzą w szacunek dla Ofiar". "Jako Prezydent Rzeczypospolitej stanowczo się temu sprzeciwiam. Kto relatywizuje zbrodnie, ten rozbraja sumienie narodu" – zakończył swój wpis.
"Tytuł wystawy przenosi odpowiedzialność na Polaków"
Michał Rachoń, dyrektor programowy Telewizji Republika, ocenił na antenie, że "w zasadzie to tylko krok od stwierdzenia, że skoro «nasi chłopcy» w armii III Rzeszy, to Polacy odpowiadają za II wojnę światową".
Poseł Jan Kanthak stwierdził, że" tytuł wystawy przenosi odpowiedzialność na Polaków i rozmywa winę Niemiec", a europoseł Tobiasz Bocheński nazwał ją "niebywałym poziomem zidiocenia i zdrady sprawy polskiej".
"Mam jedno pytanie do twórców tej ekspozycji: kogo dokładnie nazywacie «naszymi chłopcami»? Czy mówicie o tych, którzy mordowali polskich sąsiadów, nosząc mundur Wehrmachtu? Czy o tych, którzy z bronią w ręku wchodzili do polskich wsi, ładowali dzieci do wagonów i odsyłali je do Rzeszy?" – pyta na platformie X Jakub Roskosz.
Jasne stanowisko PiS
Szef klubu parlamentarnego PiS Mariusz Błaszczak napisał w mediach społecznościowych, że to "jawna realizacja niemieckiej narracji, a prowadzą ją przecież instytucje, które powinny strzec polskiej pamięci historycznej. Nasi chłopcy bronili Polski i ginęli od niemieckich dział, a nie zakładali mundury Wehrmachtu czy SS"– oświadczył były szef MON. Błaszczak określił wydarzenie jako "polityczną prowokację" i wezwał do "stanowczego NIE" wobec projektów, które rozmywają odpowiedzialność Niemiec za zbrodnie II wojny światowej.
Szef Ministerstwa Obrony Narodowej zabrał głos
Do sprawy odniósł się też Minister Obrony Narodowej i szef PSL Władysław Kosiniak-Kamysz, który opublikował wpis na platformie X: "Wystawa w Muzeum Gdańska "Nasi chłopcy" dotycząca mieszkańców Pomorza Gdańskiego służących w armii III Rzeszy nie służy polskiej polityce pamięci. Nasi chłopcy, żołnierze i cywile, Polacy, bronili Ojczyzny przed nazistowskimi Niemcami do ostatniej kropli krwi. To oni są bohaterami i to im należą się miejsca na wystawach"
.jpg)
Dobrze napisany komentarz do zaistniałej sytuacji z Lemingopedii:
„Zanim to przeczytacie, proszę, żebyście usiedli. W Gdańsku otwarto wystawę pod nazwą: "Nasi chłopcy. Mieszkańcy Pomorza Gdańskiego w armii III Rzeszy". Twórcy - czyli Muzeum Gdańska, Muzeum II Wojny Światowej oraz Centrum Badań Historycznych Polskiej Akademii Nauk w Berlinie podkreślają, że wystawa "nie ocenia, lecz tłumaczy". Zabrakło mi słów.
Może na początek oczywistości. Z tych wszystkich instytucji, które tę wystawę stworzyły – Muzeum II Wojny Światowej, Centrum Badań Historycznych PAN w Berlinie, Muzeum Gdańska i cała ta rozgrzeszająca banda relatywistów – wy****leni na zbity pysk powinni być wszyscy. Od dyrektora po gościa, który przynosił tym szujom kanapki. Wszyscy. Nikt z nich nigdy więcej nie powinien dostać pracy w jakiejkolwiek polskiej instytucji. Nigdy nie powinien dostać wypłaty w złotówce, bo nie jest godzien, by na jego dłoni spoczął orzełek odprowadzony z naszych podatków.
Dlaczego? Ja doskonale rozumiem specyfikę tematu. I rozumiem, że żołnierze z tych terenów byli przymusowo wcielani do armii, natomiast jeszcze lepiej rozumiem prawidła wizerunkowe. Taka nazwa nigdy, przenigdy nie powinna powstać w polskim instytucie, bo zestawia w sobie "nasi chłopcy" z III Rzeszą. Tak jakby to była oczywistość, a nie przymus. To jest właśnie rozmywanie odpowiedzialności, żeby potem mówić: "nie no my też w sumie jesteśmy winni temu, co się stało". Tak jak piszę - to jest bardzo precyzyjna robota. Bo co mówi tytuł tej wystawy? Jak Niemcy mają finansować reparacje, z których korzystać ma i Śląsk i Poznań i Gdańsk, skoro być może żołnierze z tych ziem mordowali 6 mln Polaków? Ładne rozmycie odpowiedzialności? Pewnie, że tak. Słowa mają znaczenie. Przy okazji pokazują "te ziemie były nasze". Nie ma takiej możliwości, aby taki tytuł wystawy powstał w polskim instytucie za polskie pieniądze. Muszę przyznać, że Niemcy są naprawdę perfekcyjni w obszarze propagandy.
Widzicie? Nie trzeba czołgów, żeby zdobywać terytorium. Wystarczy zająć przestrzeń pamięci. A gdy już się ją kontroluje – można napisać wszystko od nowa: kto był ofiarą, kto był sprawcą, kto "musiał", a kto "chciał". I właśnie dlatego, choć nie słychać wystrzałów, trwa wojna. Wojna o prawdę. A my, jak dzieci we mgle, sami odbezpieczamy granaty, które podrzucono nam do plecaka.
Naprawdę trzeba mieć we łbie siano, a w duszy pustkę po jakimkolwiek elemencie moralnego kompasu, żeby coś takiego w ogóle wymyślić. A jednak się udało.
Są takie chwile, w których pytanie "czy Polska jest suwerennym państwem?" przestaje być akademickim dylematem dla studentów politologii. Staje się pytaniem palącym. Bo jeśli we własnym kraju, za pieniądze polskich podatników, w publicznych instytucjach kultury, organizuje się wystawę o "naszych chłopcach" z armii III Rzeszy, to coś tu, proszę Państwa, poszło nie tak. Albo inaczej – wszystko poszło dokładnie tak, jak chcieli ci, którzy nigdy nie pogodzili się z polską niepodległością.
Mam pytanie do autorów wystawy. Czy "naszymi chłopcami" byli ci, którzy wymordowali 6 mln polskich obywateli? Czy "naszymi chłopcami" byli Ci, którzy z flagą Rzeszy weszli do Warszawy i zrównali ją z ziemią? Czy "nasi chłopcy" prowadzili dzieci z Zamojszczyzny na transport do Niemiec? Czy to oni stworzyli Auschwitz, a z Polski dolinę śmierci? Nie.
Nasi chłopcy ginęli na Westerplatte, broniąc własnej Ojczyzny. Nasi chłopcy walczyli na ulicach Warszawy, bo stosy trupów ich rodzin sięgały na Woli do pierwszego piętra kamienic. Nasi chłopcy byli mordowani w lasach, a wielu z ich grobów do dziś nie odnaleziono. Nasi chłopcy byli profesorami i wykładowcami krakowskich uczelni, których wywieziono do obozów koncentracyjnych w Sachsenhausen i Oranienburgu. Nasi chłopcy to byli ci, którzy mieli zaledwie 9 dni, jak Stefanek Dąbrowa i zostali wrzuceni wraz z rodziną do stodoły i podpaleni. To są nasi chłopcy. Innych chłopców nie mamy i nie mieliśmy. Przestańcie więc kłamać.
Drodzy Państwo! To nie jest przypadek. To jest projekt. Niemiecki projekt. Od lat prowadzony z chirurgiczną precyzją. Niemcy nie zapłacili Polsce reparacji i nie zamierzają. Każda kwota zainwestowana w niemiecką narrację im się opłaca. Zamiast miliardów na reparacje, kładą miliony euro na fundacje, instytuty, granty, wystawy i ludzi, którzy mają jedno zadanie - przekonywać Polaków, że może Niemcy nie byli aż tacy źli? Że może nie było jednej strony zła? Że może... Polacy też trochę przeskrobali?
A myślicie, że to takie proste? To nie jest proste. Do tego potrzeba lokalnych wykonawców. Ludzi, którzy posadzeni na dyrektorskich stołkach, zacierają granicę między oprawcą a ofiarą. To nie jest głupota. To jest hańba. To nie jest niezręczność. To jest zdrada.
I skoro nikt inny tego nie powie, to ja powiem. Pani Minister Kultury! To się musi skończyć. Tu. Teraz. Natychmiast. Wzywam do natychmiastowego odwołania wszystkich dyrektorów i kuratorów odpowiedzialnych za tę wystawę, wyciągnięcia konsekwencji służbowych wobec kierownictwa Muzeum II Wojny Światowej i Muzeum Gdańska i wreszcie do jedynej pozostałej opcji, czyli podania się do dymisji.
Bo nie może być tak, że państwo polskie finansuje projekty, które fałszują historię Polski w interesie Niemiec. Nie może być tak, że w Polsce trzeba się tłumaczyć z patriotyzmu, a klaskać oprawcom. Nie może być tak, że ci, którzy mordowali, dziś są "nasi", a ci, którzy ginęli, są "problemem pamięci". Nie może, bo tak nie było.
Być może właśnie w takich chwilach trzeba zadać sobie pytanie, które w normalnym kraju nie powinno w ogóle paść: Czy Polacy jeszcze chcą mieć swoje państwo? Nie atrapę. Nie dekorację. Nie coś "naszego" tylko z nazwy, a zarządzanego z zewnątrz – przez tych, którzy przed laty wydali rozkaz rozstrzelać, a dziś wysyłają zaproszenie na oszczerczy wernisaż.
Prawdziwe państwo. Takie, które pamięta. Które nie relatywizuje. Państwo, które umie odróżnić kata od ofiary, zdradę od wierności, służbę niemieckiemu akwareliście od służby Polsce.
Bo jeśli chcemy mieć jeszcze takie państwo – jeśli ma przetrwać "coś więcej" niż tylko nazwa – to musimy zacząć mówić "nie" wtedy, kiedy próbują nam wmówić, że Wehrmacht to "nasi chłopcy".
Bo nie będzie kolejnej szansy. Albo teraz powiemy jasno, kim jesteśmy i czyja to jest ziemia – albo wkrótce obudzimy się w miejscu, które nadal będzie się nazywało "Polska", ale nic już nie będzie w nim polskie".
.jpg)
Wiadomość tą wyświetlono 1289 razy.
