Serwis informacyjny NSZZ Solidarność ENEA Gorzów Wlkp. - Wtorek, 26 Październik 2021r.
Drukuj

12.09.2021r. W Świątyni Opatrzności Bożej w Warszawie odbyła się o godz. 12 msza beatyfikacyjna kard. Stefana Wyszyńskiego i Matki Elżbiety Czackiej.

Z udziałem najwyższych władz państwowych – prezydenta RP, marszałków Sejmu i Senatu oraz członków rządu na czele z premierem a  także przedstawicieli korpusu dyplomatycznego na czele z nuncjuszem apostolskim w Polsce abp Salvatore Pennacchio . Liturgii przewodniczył prefekt Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych kard. Marcello Semeraro, który wygłosił homilię.

W języku polskim odczytał ją bp pomocniczy archidiecezji warszawskiej Piotr Jarecki.

– Ta świątynia, wzniesiona przez Naród Polski, jako wotum wdzięczności za bliskość i obecność Pana Boga w chwalebnej i bolesnej historii tego Kraju, jest dzisiaj świadkiem kolejnego potwierdzenia: Polska jest narodem maryjnym, Polska ofiarowała i ofiaruje Kościołowi, na przestrzeni różnych epok, wybitne postacie świętych, bożych mężczyzn oraz kobiet – wskazał papieski wysłannik.

Podkreślił, że także dziś "Bóg powołuje autentycznych świadków świętości, ku czci i chwale Swojego imienia".

Przyznał, że kapłańskie życie kard. Wyszyńskiego "naznaczone było licznymi próbami, którym stawiał czoła z ufnością i zdecydowaniem". – Jednym z najbardziej dramatycznych momentów był okres drugiej wojny światowej oraz czas heroicznego i tragicznego powstania warszawskiego w 1944 roku – wskazał kard. Semeraro.

Przypomniał jedocześnie, że będąc w Laskach "błogosławiony Stefan podniósł z ziemi fragment częściowo spopielonej kartki, pochodzącej z płonącej i spowitej w ogniu stolicy, na której widniał napis: »Będziesz miłował«".

– Do tego apelu i testamentu upodobnił on swoją posługę pasterza i biskupa, najpierw w Lublinie a następnie w Gnieźnie i w Warszawie, stawiając czoła problemom, jakie jego Naród musiał wycierpieć w latach następujących po drugiej wojnie światowej – powiedział w homilii kard. Marcello Semeraro.

Podkreślił, że w okresie politycznie oraz społecznie skomplikowanym, prymas "kierował odważnie, wytrwale i zdecydowanie łodzią Kościoła w Polsce, przeciwstawiając ideologii, która odczłowieczała i oddalała człowieka od pełni życia, prawdę zawartą w Ewangelii Chrystusa, wiernie przeżywaną i realizowaną".

Papieski wysłannik zwrócił także uwagę, że kard. Wyszyński "w walce o obronę wolności polskich kobiet i mężczyzn często powtarzał: »Kto nienawidzi, ten już przegrał«".

Przytoczył także słowa św. Jana Pawła II na temat kard. Wyszyńskiego z listu do rodaków z 23 października 1978: "Nie byłoby na Stolicy Piotrowej tego papieża-Polaka, (…) gdyby nie było Twojej wiary, niecofającej się przed więzieniem i cierpieniem, Twojej heroicznej nadziei, Twego zawierzenia bez reszty Matce Kościoła".

Zaznaczył, że kard. Wyszyński, jako prawdziwy syn polskiej ziemi, miał głębokie nabożeństwo do Matki Najświętszej".

– Tak jak pod jej matczynym spojrzeniem narodziło się jego powołanie i pod tym samym spojrzeniem zawierzył Panu Bogu własne życie i losy narodu polskiego, tak właśnie Maryja uczyła go, aby poprzez codzienną pasterską służbę "żyć tylko dla Pana Boga i tylko Jemu się przypodobać" – powiedział kaznodzieja.

Kard. Semeraro podkreślił, że "niezachwiana wiara w Boga i w Jego Opatrzność charakteryzowała również Matkę Elżbietę Różę Czacką".

– Dotknięta w wieku dwudziestu dwóch lat całkowitą utratą wzroku, postanowiła poświęcić swoje życie służbie osobom niewidomym, które w tym czasie na ziemiach polskich nie mogły liczyć na pomoc ani na możliwość zdobycia wykształcenia – powiedział papieski wysłannik. Dodał, że w tym celu założyła Towarzystwo Opieki nad Ociemniałymi oraz Zgromadzenie Sióstr Franciszkanek Służebnic Krzyża. – Otworzyła szkoły i zorganizowała warsztaty, dostosowała alfabet Braille’a do języka polskiego i opracowała skróty ortograficzne – wymieniał kard. Semeraro.

Podkreślił, że "poprzez swoją nadzwyczajną pracowitość i zaangażowanie błogosławiona Elżbieta Róża wskazuje nam, że nie istnieją przeszkody dla tych, którzy pragną kochać Pana Boga i jak On miłować człowieka".

Przyznał, że również w jej życiu nie brakowało licznych trudności, w których – jak zaznaczył – "z niesłychaną nadzieją, stale potwierdzała swoją wierność Panu Bogu, który jest miłością".

Hierarcha zaznaczył, że podwójna beatyfikacja kard. Wyszyńskiego i Matki Czackiej jest "dopełnieniem historycznego spotkania, dzięki któremu ci błogosławieni poznali się w Laskach już 95 lat temu, w 1926 roku". Wskazał, że z tego zrodziła się nie tylko "cenna współpraca", ale przede wszystkim "komunia wiary, miłości do Boga oraz do potrzebującego i bezbronnego człowieka".

Podkreślił, że "oboje wiedzieli, jak napełniać się nawzajem siłą, wytrwałością i odwagą". – On - zaangażowany osobiście w niesienie pomocy tym wszystkim, którzy doświadczali krzywd i ograniczeń w praktykowaniu ich wolności oraz wyznawaniu własnej wiary; ona - niewidoma wśród niewidomych fizycznie i duchowo, pomagała tym wszystkim, którzy zostali porzuceni i pozostawieni na marginesie społeczeństwa – wskazał kardynał.

Eucharystię  koncelebrowało 600 księży, 80 biskupów z Polski w tym m.in. przewodniczący KEP abp Stanisław Gądecki, prymas Polski Wojciech Polak oraz gospodarz miejsca metropolita warszawski kard. Kazimierz Nycz. Było także 45 biskupów z zagranicy.

Prymas Tysiąclecia-Duszpasterz ludzi pracy.

Co chrześcijaństwo może nam powiedzieć o pracy ludzkiej? Gdzie w nauce katolickiej szukać odpowiedzi na wyzwania pojawiające się w coraz to bardziej zindustrializowanym i zautomatyzowanym społeczeństwie? Czy te wyzwania muszą nas odczłowieczać? Odpowiedź możemy znaleźć w nauczaniu błogosławionego Stefana Wyszyńskiego, przekazującym integralną koncepcję pracy jako niezbywalnego elementu naszego człowieczeństwa. A także w encyklice św. Jana Pawła II „Laborem exercens”. Ta koncepcja w ogromnym stopniu przyczyniła się do powstania NSZZ „Solidarność” i do wielkiego przewrotu, który rozpoczął się w sierpniu 1980 roku.

W posłudze duszpasterskiej księdza kardynała Stefana Wyszyńskiego przewija się między innymi obrona prawa do wolnej niedzieli i wypoczynku dla górników (i nie tylko), zmuszonych do czterobrygadowego systemu pracy. Prymas w swoim nauczaniu, a także w działalności publicznej, w relacjach z władzą PRL ujmował się za ludźmi w jakikolwiek sposób dotkniętymi nowym – już nie „kapitalistycznym” – wyzyskiem. Zniewolonymi industrializacją, zmuszanymi do pracy we wspomnianym systemie czterobrygadowym itp. Zawsze przypominał społeczną naukę Kościoła, nakazującą podmiotowe usytuowanie pracownika. Tymczasem pracownik stał się podporządkowany logice produkcji i interesom państwa.

Dlatego Stefan Wyszyński potępia wszelką organizację pracy, „gdzie człowiek musi spędzać całe dnie, wykorzystując całą swoją energię, by zapewnić sobie byt. Nie jest to praca godna i wskazuje ona na nadużycia ze strony przełożonych. Praca nie może przeszkadzać człowiekowi w jego rozwoju duchowym. Dlatego pracownik powinien mieć dostęp do przerw, godnego odpoczynku i opieki ze strony pracodawcy”. Wyzysk ze strony organu kierującego powoduje reakcję w postaci rodzenia się gniewu, nieufności i buntu wśród pracowników. Tworzy się środowisko niezgody, w którym relacje zaczyna się pojmować w kategorii walki klas, co może prowadzić do dalszej tragedii. 

Człowiek powinien mieć prawo do stałej i pewnej pracy, która zapewni mu stabilność, aby nie musiał się martwić o zapewnienie godnego życia sobie i swojej rodzinie. Szczególnie trudne jest zapewnienie takich warunków w środowiskach przemysłowych, gdzie człowiek jest skazany właśnie na pełnienie roli bezdusznego automatu, wypracowującego jak najwięcej za jak najniższą stawkę, często w złych i szkodliwych warunkach.

Praca w swej istocie jest sposobem samorealizacji człowieka, sposobem jego humanizacji i postępu. Błędne są więc według Wyszyńskiego próby unikania pracy czy jej ograniczenia w życiu ludzkim – postęp techniczny i technologiczny w tym kierunku, aby ludzie nie musieli już pracować. Przeciwnie – człowiek powinien mieć możliwość rozwoju poprzez pracę w rozumnym wymiarze, by mógł stawać się lepszy. Człowiek więc nie może być sprowadzany do roli narzędzia. Pożądana jest praca rozumiana jako proces, w którym dokonuje się rozwój, uświęcenie, a zarazem ulepszenie materii, z którą wchodzi się w interakcję. Chodzi o humanizującą rolę pracy, mającej wymiar ewolucyjny w duchu prowadzącym do doskonalenia całej ludzkości.

Kardynał Wyszyński nauczał, jak dzięki pracy tworzą się wielorakie więzi społeczne, jak świadome i sumienne realizowanie obowiązków zawodowych łączy ludzi i rodzi się solidarność. Takie ukazanie działań ludzkich, w myśl zasad katolickiej nauki społecznej, wskazuje, że praca jest – zaraz po rodzinie – najważniejszą więzią społeczną. W tym nauczaniu prawdy teologiczne sąsiadują z myśleniem ekonomicznym, ustawodawstwo społeczne z etyką, opieka społeczna z higieną i bezpieczeństwem pracy.

Matka Elżbieta Róża Czacka .

Upadek z konia przy braniu przeszkód stał się jedną z przyczyn katastrofy, która zaważyła na dalszym życiu młodej , zamożnej panny Róży. Gdy miała 22 lata, straciła wzrok. Nie załamała się. Głęboka, żarliwa wiara sprawiła, że przyjęła to jako znak osobistego powołania życiowego. Po usłyszeniu od lekarza całej prawdy o swoim kalectwie, a także sugestii, by zajęła się niewidomymi, zrezygnowała z prób ratowania wzroku. Postanowiła poświęcić się sprawie niewidomych, których sytuacja w Polsce była wyjątkowo trudna. Opóźnienie cywilizacyjne kraju i ubóstwo instytucji społecznych ograniczonych przez zaborców sprawiało, że minimalny procent osób niewidomych był objęty opieką. Na ogół żyli w nędzy, na marginesie społeczeństwa, niedojrzałego jeszcze do zapewnienia im możliwości egzystencji na normalną ludzką miarę. Postanowiła uczynić wszystko, by sprawę niewidomych postawić w Polsce na właściwym poziomie. Jej praca w kraju w tej dziedzinie jest prekursorska. Zawierzając całkowicie Opatrzności Bożej zapoczątkowała Dzieło Lasek - Triuno, założyła Zgromadzenie Sióstr Franciszkanek Służebnic Krzyża oraz szkoły i warsztaty dla osób niewidomych w Laskach w którym współpracowali ze sobą na równych prawach katolicy świeccy oraz siostry zakonne. Ideę lansowaną i realizowaną we Francji przez Mauricego de la Sizeranne’a: niewidomy - człowiekiem użytecznym, pragnęła przystosować do realiów polskich. Nawiązała prywatne kontakty z niewidomymi. Odwiedzała ich w rodzinnych domach, uczyła alfabetu Braille’a i robót ręcznych, wspomagała materialnie najbiedniejszych niewidomych, odwiedzała w szpitalach świeżo ociemniałych. Założyła przy ulicy Dzielnej schronisko dla niewidomych dziewcząt, w którym uczyły się koszykarstwa, wyplatania krzeseł oraz dziewiarstwa. Następnie powstał dom dla niewidomych staruszek oraz warsztat pracy i nauki zawodu dla niewidomych mężczyzn dochodzących z miasta. Jednocześnie Róża Czacka próbowała oddziaływać na opinię publiczną, aby ją przekonać, że otoczony właściwą opieką niewidomy może stać się człowiekiem samodzielnym życiowo i użytecznym społecznie. Żmudne przekuwanie przez Różę własnej niepełnosprawności w powołanie było dalekie od cierpiętnictwa. Młoda, pełna życia kobieta, która potrafiła samodzielnie przeprowadzić własną rewalidację. Nie zamierzała tworzyć kolejnej instytucji charytatywnej będącej rodzajem przytułku dla osób pozbawionych wzroku. Pragnęła stworzyć dzieło, którego podstawowym zadaniem ma być przywracanie ludzkiej godności osobom niewidomym.

 Sama niewidoma, słaba fizycznie, często zapadająca na zdrowiu, była mocarzem ducha. Miała postawę otwartą; potrafiła jednoczyć różniących się . Wychowała wielu wybitnych niewidomych i otworzyła drogę do pełnego rozwoju tysiącom niewidomych dzieci

Była człowiekiem wiary, modlitwy i ufności. Pragnęła, by Dzieło zrodzone z Bożego natchnienia było zawsze dla Boga.


Wiadomość tą wyświetlono 210 razy.